Skarb Kibica LEC Summer Split: wszystko, co musisz wiedzieć o play-offach!

Skarb Kibica summer split
Fot. Michał Konkol / Riot Games

Specjalnie dla naszych czytelników przygotowaliśmy dość obszerny skarb kibica, w którym znajdziesz wszystko, co musisz wiedzieć o zbliżających się play-offach summer splitu LEC. Jakie szanse drużyn na wyjazd na Worldsy? Ilu Polaków zagra w play-offach? Kto faworytem? Zapraszamy do lektury!

Słowem wstępu o play-offach LEC: kiedy, gdzie i jakie nagrody?

Play-offy League of Legends European Championship to dla fanów europejskiego Lola jedne z najważniejszych rozgrywek zaraz za MSI, czy mistrzostwami świata. To właśnie teraz poznamy nowego (nieoficjalnego*) mistrza Europy, który będzie dzierżył ten tytuł co najmniej do początku kolejnego sezonu, czyli stycznia lub lutego 2022 roku. Tak długa przerwa od LEC spowodowana jest tym, że za “chwilę” ruszają przecież Worldsy.

W tym sezonie zasady w play-offach LEC są bardzo proste. Te rozpoczną się już w ten piątek, 13 sierpnia i potrwają aż do 29 sierpnia. Łącznie weźmie w nich udział aż sześć ekip, ale więcej informacji o tym znajdziesz niżej. Mecze rozgrywane będą z Berlina. Dokładnej puli nagród jeszcze nie znamy, przynajmniej jeżeli chodzi o kwestie pieniężne, ale główną nagrodą jest wyjazd na Mistrzostwa Świata 2021 w League of Legends. Na skutek słabego występu podczas MSI przypadają nam jedynie trzy miejsca w tym roku.

Kto zagra w play-offach LEC Summer Split 2021?

W play-offach LEC Summer Split zobaczymy sześć drużyn. Mowa tutaj o fnatic, G2 Esports, MAD Lions, Misfits Gaming i Team Vitality. Łącznie więc mamy sześć ekip, które powalczą o trzy wolne miejsca na Worldsach. Ważne jest też to, jaką lokatę zajmą, bowiem to będzie decydowało o tym, jak zespoły zostaną rozstawione na MŚ w Lola.

G2 Esports, league of legends, lec
Fot. MGA esports

G2 is coming

W G2 nie ma już większego żalu i płaczu po Perkzie. Oczywiście dalej byłym mistrzom Europy jest bardzo daleko do formy, jaką prezentowali jeszcze sezon temu. Jednak z tyłu głowy trzeba mieć fakt, że poziom w całej Europie kolokwialnie mówiąc “siadł”. G2 jako byli królowie powracają, jednak ich styl jest wątpliwy. W końcu zdarzają się im proste błędy, czy złe “calle”. Z drugiej strony to dalej ekipa pełna super gwiazd, które w pojedynkę mogą odwrócić losy całego starcia. Nic więc dziwnego, że są stawiani jako jedni z faworytów. Od połowy summer splitu widać także, że prezentują się coraz pewniej.

Droga z dna tabeli na szczyt

G2 Esports w tym splicie przybrało sobie prosty cel. Obrało drogę z dna tabeli na sam szczyt. Przecież w pewnym momencie, a dokładnie to w trzecim i czwartym weeku, zanotowało aż cztery porażki i ani jednego zwycięstwa. No nie jest to wynik, który napawał optymizmem, a przecież przed Samurajami były jeszcze mecze z Rogue, czy Misfits Gaming. Jednak G2 nawet będące w rozterce i grają bez składu potrafi znaleźć sposób na RGE. Nie inaczej było tym razem, a od tego momentu zaczęła się dobra passa Jankosa i spółki. Podopieczni Ocelota zanotowali bowiem aż osiem wygranych oraz tylko jedną porażkę, w starciu na fnatic.

Wielkie derby Europy nie dla G2, ale Samuraje mają sposób na resztę

Tak, jak mogliście właśnie przeczytać w nagłówku, ostatnie dwa mecze określane mianem “wielkich derb Europy”, czyli po prostu starcie G2 z fnatic padło łupem FNC. To może dziwić, bowiem w poprzednich latach to właśnie Samuraje zdetronizowały bwipo i spółkę. O ile teraz fnatic znalazło patent na G2 Esports, tak te ma sposób na pozostałe topowe ekipy. Mowa tutaj o Rogue, MAD Lions, czy Misfits Gaming. Drużyna Capsa pokazała, że potrafi wygrywać z najlepszymi w Europie i ewidentnie ma na to sposób.

Cel na play-offy: wrócić na europejski tron

Dla G2 Esports cel na te play-offy jest jasny. Samuraje chcą po prostu wrócić na europejski tron. Na stałe, a przynajmniej do stycznia. Z takim składem, czyli pięć gwiazd na swojej pozycji, jest to nie tylko cel, ale wręcz obowiązek. G2 jest o krok od wyjazdu na Worldsy, musi jednak wygrać najbliższy mecz. To wcale nie będzie proste, ale właśnie, kiedy jak nie teraz wywalczyć sobie możliwość wzięcia udziału w “last dance”. Dla Jankosa może to być przecież ostatni sezon na profesjonalnej scenie League of Legends.

RGE league of legends
Fot. MGA esports
Zobacz też:   Opublikowano fragment Arcane - serialu Netflixa w świecie League of Legends!

Rogue chce wyjść z cienia G2 i fnatic

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież już od poprzedniego splitu Rogue nie jest w cieniu G2 i fnatic. Trzeba jednak przyjrzeć się faktom, a te są takie, że zarówno Samuraje, jak i FNC to nieporównywalnie większe marki niż Łotry. Te mogły nadrobić wynikami sportowymi, ale nie udało się im wygrać wiosennego splitu League of Legends European Championship. Teraz więc RGE chce się zrewanżować i nic w tym dziwnego. Celuje po prostu w mistrzostwo Europy, a także lepsze rozstawienie na Worldsach. Umiejętności do tego są, ale czy psychika uniesie taką presję?

O krok od Worldsów

Rogue jest dosłownie o krok od Worldsów. Wystarczy, że wygra najbliższy mecz lub doskonale zagra w dolnej drabince. Jednak trzeba mieć na uwadze to, że Misfits to wcale nie będzie prosty rywal dla Inspireda i spółki. Dotychczas w regularnym sezonie dwa razy górą były Łotry, co też pozwoliło im się utrzymać na pozycji lidera, ale jednak MG przysporzyło sporo problemów RGE. Do tego w dobrej formie są teraz też zawodnicy G2 i MAD, więc potencjalna rywalizacja w lower bracketcie na pewno nie będzie prosta.

Stabilna forma przez cały sezon

Jedno jednak trzeba oddać Rogue. Te po prostu ma bardzo stabilną formę przez cały sezon. Gra dobrze, a do tego jeszcze kolejny raz zakończyło zmagania na pierwszym miejscu. Jednak w najważniejszych spotkaniach widać, że psychika szwankuje i RGE po prostu podejmuje głupie decyzje na mapie, które przekładają się na przegrane starcia. Jeżeli wreszcie chce wyjść z cienia G2 i fnatic, to musi popracować nad tym aspektem.

FNC league of legends
Fot. MGA esports

Fnatic, czyli tam i z powrotem

Nie da się inaczej spojrzeć na drużynę Pomarańczowych, niż właśnie przez pryzmat powieści Tolkiena. Różnicą w obu przygodach są jednak emocje jakie towarzyszą bohaterom tych historii. W przypadku Hobbita wszystko zaczyna się sielankowo, by na kolejnych kartach rozegrały się dramatyczne sceny prowadzące znów do szczęśliwego zakończenia. Jeśli chodzi o Fnatic sprawa ma się zupełnie odwrotnie. Początkowe kłopoty na starcie i pytania o to, czy uda się załapać na play-off’y, przerodziły się w pierwsze miejsce w środkowej fazie splitu. Całe te wysiłki i euforia powrotu na szczyt okazały się być jednak daremne. Końcówka fazy zasadniczej to spadanie do celu i próba wylądowania telemarkiem na pozycji premiowanej awansem. Tak oto Fnatic przeszło drogę tam i z powrotem – od słabego startu, po bycie liderem przez dwa tygodnie, by finalnie uplasować się na piątym miejscu.

Potknięcia w superweekach i na mocniejszych rywali

O tym, że Fnatic zagrało split pełen wzlotów i upadków już wiemy. Pozostaje jednak pytanie z kim i w jakim stylu doprowadzili do takiego stanu rzeczy. Zmorą dla drużyny trenowanej przez YamamotoCannona okazały się być potrójne weekendy. Na sześć rozegranych spotkań tylko dwa poszły po ich myśli.  Były to mecze na Rogue oraz Schalke 04. Zarówno na początku jak i na końcu splitu okazały się być ostatnimi spotkaniami w rundzie po dwóch wcześniejszych przegranych. Co ciekawe wszystkie cztery wtopy zaliczyli przeciwko Misfits i MAD Lions. Otwartym pozostaje pytanie, czy to Króliczki oraz Lwy znalazły patent na Bwipo i spółkę, czy może po prostu znalazły się w dobrym miejscu i czasie? Osobiście skłaniałbym się ku tej drugiej opcji. Początek splitu to próba posklejania składu na nowo z zaskakującymi zmianami w środku sezonu. Końcówka to natomiast podeście do superweeku z serią aż czterech porażek – nie było lepszych okazji do ugryzienia Fnatic.

Poza potrójnymi weekendami Fnatic radziło sobie naprawdę dobrze, choć nie idealnie. Trzy pozostałe potknięcia to efekt przegranej kolejno na Schalke 04, Rogue oraz SK Gaming. I o ile przegraną z mistrzami sezonu zasadniczego można spokojnie wkalkulować w koszty, o tyle porażki z dwoma pozostałymi zespołami mogą na długo pozostać w pamięci Adama i spółki. Być może to właśnie one sprawiły, że Pomarańczowi rozpoczną fazę play-off od dolnej drabinki. Na pocieszenie zostaje im wpisanie sobie do CV podwójnego zwycięstwa nad odwiecznym wrogiem, jakim pozostaje G2. Oba klasyki w tym splicie zakończyły się wygraną Fnatic, co jest rezultatem niespotykanym od bardzo dawna. Wszystko to dało obraz drużyny, która naprawdę ma jeszcze wiele potencjału. Szkoda tylko, że ten dotychczasowy wystarczył jedynie na piąte miejsce.

Rys. MGA esports

Zmiany kadrowe na mocne 3+

Przed rozpoczęciem letniej odsłony zmagań nastąpiła gwałtowna przebudowa kadrowa. Ze składem pożegnał się Selfmade, a na jego miejsce wskoczył dotychczasowy gracz górnej alei – Bwipo. Wolny slot na TOPie przypadł w udziale Adamowi. Francuz reprezentował dotychczas barwy rodzimej drużyny Team Information gdzie miał okazję zagrać z Jakubem ”Cinkrofem” Rokickim. Jednak gdy zgłasza się po Ciebie topowy zespół z LECa ciężko o odmowę.

Po honor i Worldsy!

Przeprowadzone roszady nie dawały pozytywnych efektów od samego początku. Pierwsze przegrane mecze to popis nieporadności i braku w zgraniu zespołu. Z czasem ta tendencja zaczęła się lekko odwracać, ale dalej brak doświadczenia Adama i nowe miejsce Bwipo na mapie dawały o sobie znać. Warto jednak pochylić się na sekundę nad drugim z tej pary. Belg, broniący honoru Pomarańczowych od 2018 roku, okazał się być istną enigmą. Jego zagrania jednego dnia potrafiły doprowadzić do łez rozpaczy, by drugiego ocierać je ze szczęścia. Bywały gry, gdzie ciągnął Fnatic na swoich plecach, ale i takie, w których był pierwszym hamulcowym. I nigdy na tej skali nie wypadał w środku. Pytanie, jakiego Bwipo zobaczymy już 15.08?

VIT league of legends
Fot. MGA esports

Team Vitality, szczęśliwe rozczarowanie

Gdyby ktoś przed startem splitu powiedział, że Pszczółki zajmą ostatnie miejsce premiowane awansem do fazy play-off, uznalibyśmy to za dość ostrożną, ale bardzo realną estymację. Tymczasem, im dalej brnęliśmy w rozstrzygnięcia fazy zasadniczej, tym gorzej wyglądała sytuacja Vitality. Dość powiedzieć, że przez cały split nie pojawili się ani razu w górnej części tabeli. Grę dalej udało się uratować dopiero ostatnim, szalonym pościgiem w superweeku. W dalszym ciągu niewiadomą pozostanie ich występ w fazie pucharowej. Podtrzymają formę z ostatniej kolejki, czy może wrócą do słabych występów z regularnej fazy rozgrywek? Na to pytanie odpowie nam niedzielny występ przeciwko Fnatic.

Tylko dwa bezbłędne weekendy

Vitality przystępowało do tego splitu jako jedna z największych niewiadomych, ze względu na zmiany kadrowe. Sam team wzbudzał skrajne emocje. Wszyscy widzieli tylko dwa możliwe scenariusze – niesamowicie pozytywne zaskoczenie, lub totalne rozczarowanie. Po pierwszym superweeku z wynikiem 1-2 można było uznać, że jest to dobre przetarcie przed kolejnymi tygodniami walki. Ta jednak okazała się być o wiele trudniejsza niż zawodnicy Vitality mogli przypuszczać. Ze wszystkich kolejek tylko dwie zakończyły się perfekcyjnymi rezultatami. Na szczecie dla Pszczółek jednym z nich był, kończący całą rywalizację, superweek. W nim Selfmade i spółka znaleźli wygraną na Schalke, Rogue, a przede wszystkim na Astralis będące bezpośrednim rywalem o wejście do fazy play-off. 

Ich dorobek punktowy wygląda jednak ciut mniej okazale w momencie gdy spojrzymy na to z jakimi drużynami ponosili porażki. Czyste 0-2 przeciwko takiej ekipie jak Fnatic, czy rewelacji tego splitu – Misfits, to jeszcze nie powód do smutku, ale ten sam wynik osiągnięty na Excel może już budzić niepokój. Niewiele lepiej wygląda to w statystyce czystych zwycięstw. Wynik 2-0 odnotowany jedynie na Schalke 04 i SK Gaming to mało chlubny dorobek. Pozostają jeszcze remisowe starcia, a te zanotowali przeciwko Astralis, G2, MAD Lions oraz Rogue. Być może to właśnie te wyrównane pojedynki doprowadziły Vitality do możliwości walki o wymarzone trofeum. Warto dodać, iż fakt zajęcia szóstej lokaty jest dla Pszczółek pierwszym poważny osiągnięciem od 2019 roku. Od tamtych (przegranych w pierwszej rundzie) play-off’ów nie zajęli lepszego miejsca niż dziewiąte. Tym razem ostatecznie skończyło się na premiowanej awansem lokacie, co na pewno cieszy całą organizację, biorąc pod uwagę wydatki jakie zostały poczynione, by wzmocnić Team Vitality.

Rys. MGA esports

Jedyna stałą jest… zmiana

Przed rozpoczęciem letniego splitu nastąpiło wiele ciekawych roszad w większości zespołów. Teamy przebudowały składy w nietypowym dla siebie czasie. Do tej pory dobrym momentem na budowanie czegoś od nowa był okres pomiędzy Worldsami, a wiosenną odsłoną ligi. Tym razem drużyny rzuciły się na duże zakupy w przerwie pomiędzy splitami. W ich wyniku Team Vitality przywitało SLTa, Selfmade’a oraz LIDERa. Żeby było jeszcze ciekawiej – skład, w którym Pszczółki rozpoczęły walkę, nie przetrwał nawet miesiąca.

W podstawowej piątce, na górnej alei ponownie zameldował się Szygenda, który popchnął swoją drużynę do odważniejszej gry. Znaczącą rolę w odnoszeniu kolejnych zwycięstw odegrał także polski leśnik. Oskar Boderek to postać, której na europejskich salonach nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego przejście wywołało bardzo duże poruszenie na całym esportowym rynku, dlatego też od samego początku splitu wszystkie oczy były zwrócone na tego gracza. A On sam pokazywał dlaczego warto było na Niego postawić. Każde zwycięstwo nie mogło obyć się bez fenomenalnej postawy ich  dżunglera. Jeżeli Pszczółkom marzy się dobry wynik w fazie play-off, muszą konsekwentnie stawiać na swoją najmocniejszą kartę, jaką jest Selfmade.   

Zobacz też:   Ultraliga: Delegacja na EU Masters wyłoniona!

Drobne kroczki w drodze na szczyt

Przed zespołem prowadzonym przez Mateusza ”Tasz’a” Borkowskiego nie lada wyzwanie. Dla większości zawodników będzie to pierwsze podejście do walki w systemie BO5 na tak wysokim poziomie. A przeciwnikiem już na samym początku będzie nie kto inny jak Fnatic. Utytułowana drużyna, która dobrze wie jak przygotować się do dłuższych batalii. Gdyby tego było mało, przegrany tego starcia żegna się z fazą play-off, a także marzeniami o awansie na Worldsy. Załóżmy jednak, że Pszczółki pokonają FNC. W takim wypadku trafiają na przegranego z pary MAD Lions vs. G2 i przybliżają się o dosłownie drobny kroczek w stronę wyjazdu na Mistrzostwa.

Drobny, ponieważ ewentualna wygrana, na któregoś z tych oponentów otwiera im drogę do.. kolejnej batalii. Tym razem ich przeciwnikiem stanie się przegrany z meczu Rogue vs. Misfits. I tu znów nie ma mowy o potknięciu gdyż pomimo wcześniejszych dwóch wygranych dalej mówimy o drabince przegranych. Dopiero zwycięstwo, z którymś z tych przeciwników zapewni półfinał pucharowych zmagań i przepustkę na Mistrzostwa Świata. Droga wydaje się być kręta i pełna przeszkód, ale stawianie drobnych kroczków może okazać się receptą na pokonanie tej trasy. Nagroda na pewno jest tego warta!

MAD league of legends
Fot. MGA esports

Mad Lions to groźny zawodnik w playoffach

Nie trzeba chyba nikomu przypominać, że to właśnie Lwy wygrały wiosenny split w Europie. By sięgnąć po trofeum, na swojej drodze musieli pokonać świetne Rogue oraz legendarne G2 Esports. Udało im się nawet dokonać reverse sweepa w finale z Łotrzykami. To pokazuje, że czują się oni bardzo pewnie w seriach BO5 i nie odczuwają żadnej presji. A takie właśnie zdolności przydadzą się nie gdzie indziej jak w nadchodzących playoffach letniej części sezonu.

Świetny występ na MSI

Oczywiście podniesienie wiosennego trofeum w swoim regionie oznaczało udział w międzynarodowym turnieju MSI. I, mimo że nie udało się powtórzyć sukcesu z poprzedniej edycji, to MAD Lions pokazali, że Europa potrafi grać na najwyższym światowym poziomie. Wygranie swojej grupy ze stratą jedynie jednej mapy oraz bycie o krok od zwycięstwa z aktualnymi mistrzami świata to nie mały wyczyn. Myślę, że chęć pojechania na Mistrzostwa Świata po takim występie jest jeszcze większa niż kiedykolwiek i Lwy zrobią wszystko by tego dokonać.

Za krótki ten “urlop”

To, co wyróżniało MAD Lions, był fakt, iż mieli oni o jeden miesiąc krótszy “urlop” niż reszta zespołów z LECa. I efekty tego były wyraźnie widoczne w letniej części sezonu. Zmęczenie spowodowane wyjazdem na MSI przełożyło się na wynik w pierwszej połowie, który wynosił 5-4. Jednak z tygodnia na tydzień było coraz lepiej i wygląda na to, że udało im się wrócić do swojej pierwotnej formy. Dowodem na to był wynik 7-2 uzyskany w drugiej połowie.

Ciekawym faktem jest to, że jedynym zespołem, który nie stracił mapy na Lwy jest G2 Esports. Być może dlatego, że Samuraje jako jedyni czują się bardzo dobrze w szybkim tempie rozgrywki, które MAD Lions często lubi narzucić. A może to po prostu próba uśpienia czujności przeciwnika, by ten nie spodziewał się, co na niego czeka w dalszej fazie rozgrywek.

Zobacz też:   Treatz wraca na rolę wspierającego w 2022!

Bilet na Worldsy tuż za rogiem

No i to właśnie wcześniej wspomniane G2 Esports czeka w pierwszej kolejności, by przeszkodzić MAD Lions w zdobyciu letniego trofeum oraz w wyjeździe na Mistrzostwa Świata. Jeśli jednak uda się Lwom zwyciężyć ten pojedynek, to wyjazd mają już zapewniony. Jeśli zechcą również trofeum, to będą musieli pokonać wygranego w meczu Rogue vs. Misfits, by dostać się do finału. A w finale to już nieważne z kim, liczy się tylko wygrana. I wtedy dopiero będą mogli odetchnąć z ulgą i zacząć planować, co spakować na wyjazd do Chin. Tam będzie czekało na nich wiele ciekawych atrakcji oraz ogromne wyzwanie.

misfits gaming league of legends
Fot. MGA esports

Misfits zaskoczeniem sezonu?

Aby Misfits Gaming zostało zaskoczeniem sezonu jeszcze potrzebuje wygrać letni split w League of Legends European Championship. To jednak wcale nie będzie proste do zrealizowania, no bo trzeba przyznać, że przecież Rogue, czy G2 Esports wyglądają na bardziej doświadczone. Misfits jednak ma jeden atut, którego brakuje chociażby Samurajom, czy Fnatic. Jest po prostu niesamowicie stabilne. To drużyna, po której wiemy czego się spodziewać i jak będzie grać. Nie jest przewidywalna, tylko nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Wysokiego poziomu, który prezentowała w tym splicie i w efekcie wywalczyła wysokie miejsce w play-offach.

Cel? Spełnić marzenia o Worldsach

Cel Misfits Gaming jest prosty – dostać się na Worldsy w League of Legends. To rzecz, którą gracze MG chcieliby osiągnąć za wszelką ceną. Widać, że organizacja zbudowała dobrą atmosferę w drużynie, o czym pisaliśmy już jakiś czas temu. To jeden z powodów, przez które Misfits notuje teraz dobre wyniki. Kolejnym z argumentów przemawiających za drużyną, z którą pracuje Hatchy, jest fakt, że zawodnicy są po prostu w wysokiej formie. Jasne, to nie są super gwiazdy, jak G2, czy utalentowani gracze Rogue, ale po prostu zespół stanowiący jedność. To właśnie tym nadrabia swoje braki.

O to, aby dostać się na Worldsy wcale nie będzie prosto, no bo przecież na start zmierzą się z Rogue, a w przypadku porażki mogą trafić np. na Fnatic, czy G2 Esports. Na pewno więc nie będzie to proste zadanie dla Misfits. Z drugiej strony to organizacja, która po prostu stoi przed niepowtarzalną okazją, aby zanotować historyczny sukces. O nim będzie się mówiło jeszcze na pewno przez lata…

Polskie szanse na Worldsy

Uwaga, uwaga, podajemy najważniejszy komunikat, bez którego nie moglibyśmy przystąpić do dalszej dyskusji w tym temacie. Nie ma możliwości, by na Mistrzostwach Świata nie pojawił się żaden Polak. Na sześć drużyn rozpoczynających swoją batalię w fazie play-off, aż cztery posiadają reprezentantów naszego kraju. Warto również zauważyć, że w składzie Rogue jest ich aż dwóch! Biorąc pod uwagę fakt, że na mistrzostwa wybierają się trzy drużyny, to nawet w najgorszym wypadku (tj. zakwalifikowaniu się MAD i FNC) mamy trzecią ekipę z naszym reprezentantem na pokładzie. A teraz pozostaje mieć nadzieję, że ten wstęp nie zestarzeje się brzydko (przez ewentualne zmiany kadrowe przed Worldsami) i spojrzeć jak liczna może być nasza delegacja.

polacy league of legends
Fot. MGA esports

Faworyci z dwoma Polakami na pokładzie

Rogue nie od dziś pokazuje klasę i dominację w kolejnych fazach zasadniczych. To już trzeci regularny split zakończony na pozycji lidera. W play-offach też jest coraz lepiej, choć do szczytu marzeń jeszcze daleko. Półfinał letniego sezonu 2020 wystarczył, aby zabrać się na Worldsy. Wiosna 2021 to już popis siły, ale tylko do drugiej mapy finału włącznie. W tym miejscu napisała się historia i pierwszy reverse sweep stał się faktem, a dokonała tego drużyna MAD Lions. Być może właśnie ze względu na tą traumę, Łotry postanowiły wybrać Misfits jako rywala otwierającego ich walkę w drodze po kolejny awans na Mistrzostwa.

Z punktu widzenia polskiego kibica, ten mecz będzie miał szczególne znaczenie. Na sam początek play-off’owych zmagań zobaczymy na Rifcie aż trzech Polaków. Barw Rogue będą bronić Inspired oraz Trymbi. Ten pierwszy dokładnie wie, jaka jest stawka i że gra na Worldsach to szczyt marzeń każdego zawodnika. Drugi może poszczycić się wygraną na EU Masters i szybką aklimatyzacją w zespole Łotrów. Obaj jednak czekają na wzniesienie trofeum LEC, a lepszego miejsca wymarzyć sobie nie mogli. Rogue startuje z samego czoła i nawet ewentualne potknięcie na Misfits nie przekreśla ich szansy na ścisły finał.

Króliczy weteran

O historii Vandera i jego podbojach w LEC, czy to na Worldsach, moglibyśmy spokojnie napisać oddzielny Skarb Kibica. Oskar Bogdan to absolutny weteran sceny League of Legends. Patrząc na Jego dorobek od początku wejścia na europejskie salony, można śmiało sparafrazować Bogusia Lindę: „czasy się zmieniają, ale Pan zawsze jest w topce”. I nie ma tu ani grama przesady. Półfinał Mistrzostw Świata w 2016 roku, pierwsze miejsce letniego sezonu zasadniczego LEC 2020 i wyjazd na kolejne Worldsy – to tylko kilka osiągnięć Oskara. Na przestrzeni ostatnich lat polski wspierający zadomowił się na stałe w poważnych drużynach. Po chudszym splicie wiosennym w wykonaniu Misfits jak i samego Vandera przyszła naprawdę porządna, letnia odmiana. Czy wystarczy sił i doświadczenia na Rogue? Tego dowiemy się już 15.08!

Czy król powróci na tron?

Skoro rozpływamy się nad postacią Oskara, to co możemy powiedzieć o Marcinie Jankowskim? Spośród wszystkich utytułowanych graczy LoL’a w naszym kraju, Jankos bezapelacyjnie zaszedł najdalej. Lista jego osiągnięć jest niesamowicie długa, a tytuł ”króla pierwszej krwi” zostanie z Nim do końca kariery. Pytanie, czy zanim to nastąpi, uda się Marcinowi zdobyć tytuł Mistrza Świata? Najbliżej tego osiągnięcia był w pamiętnym finale przeciwko FPX. Niestety, skończyło się na dotkliwej porażce.

Mimo to regularne dostawanie się na najważniejszy turniej w roku wydaje się być najrozsądniejszą drogą do sięgnięcia po ten tytuł. Zaledwie jedno starcie w formacie BO5 przeciwko MAD Lions wystarczy by znów móc zacząć pakować walizki na Worldsy. W przypadku porażki, droga ta rozciągnie się niemożebnie. Przegrany z tej pary ląduje w dolnej drabince, gdzie zmierzy się ze zwycięzcą meczu FNC/VIT. A pokonanie tej przeszkody dalej nie wniesie nic, poza możliwością rozegrania kolejnego spotkania. Tym razem oponentem stanie się przegrany ze starcia RGE/MSF. Dopiero po tym zwycięstwie, slot na Mistrzostwa znów będzie zabezpieczony.

Samotna pszczółka

Co łączy wspierającego Misfits z leśnikiem Vitality? Okazuje się, że dość sporo! Poza tą samą narodowością oraz tym samym imieniem, obu czeka ich walka ze swoimi byłymi organizacjami. Już w pierwszej rundzie rolnej drabinki Selmade trafia na Fnatic. Będzie to emocjonujące starcie z niejednego powodu. Ze względu na zajęte miejsca na koniec sezonu zasadniczego, już na tym etapie rozgrywek, jedna z drużyn pożegna się z play-off’ami.

Przegrana eliminuje Vitality, lub Fnatic z dalszej gry, a wygrany wcale nie będzie miał prościej. Żebyśmy mogli ujrzeć Oskara Boderka na Mistrzostwach Świata potrzebne będzie pokonanie nie tylko Pomarańczowych, ale kolejne dwie wygrane BO5 na spadkowiczów z górnej tabeli. Na pierwszy rzut oka zadanie wydaje się być nieosiągalne, ale kto jak nie zadziorny leśnik, ma udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych!

POLSKA GÓROM!

Ten nieco wyświechtany slogan towarzyszy nam od kilku dobrych lat. I choć swoje początki wziął zupełnie w innym miejscu niż esportowe zmagania, to zagościł na dobre również w tym świecie. Polska reprezentacja w fazie play-off leśnikami i wspierającymi stoi. Nie od dziś te dwie pozycje są mocno obsadzane przez rodzimych graczy. Powstały nawet całe reportaże oraz podcasty na temat tego, dlaczego w dżungli czujemy się najlepiej.

Nieważne jednak na jakiej pozycji zagrają nasi zawodnicy. Ważne, by ich starania mogły być powodem do dumy, dla całej społeczności polskiego League of Legends. W najbardziej optymistycznym założeniu Rogue pokonuje Misfits, G2 wygrywa na MAD Lions, a Króliczki lub Pszczółki uzupełniają możliwie szeroką, czteroosobową kadrę krajanów jadących na Worldsy. Czego sobie i Państwu życzę, POLSKA GUROM!

studio riot games lec
Fot. Michał Konkol / Riot Games

Aktualny format awansu na Worldsy

Obecnie zwycięzcy pierwszej rundy górnego drzewka automatycznie awansują  na Mistrzostwa! Ich ostateczna pozycja nie jest jeszcze wtedy znana. Mowa tutaj zarówno jeśli chodzi o puchary, jak i początek przygody na MŚ. Gdzie tutaj Punkty Mistrzowskie? Drużyna z największą ilością punktów może wybrać swojego przeciwnika pomiędzy 3 i 4 drużyną w rankingu. To z kolei zdecydowanie zwiększa szanse na awans. W tym roku to Rogue miało prawo wyboru. Ich przeciwnikami mogli być G2 Esports lub Misfits. Łotrzyki zdecydowali się na wybór Misfits. Zdecydowanie mimo genialnego sezonu letniego (czwarte miejsce w fazie zasadniczej) są mniej groźnym przeciwnikiem niż głodne zwycięstwa G2. Dodatkowym punktem jest tutaj fakt, że Rogue w letnim sezonie już dwukrotnie zwyciężyło w pojedynka BO1 przeciwko Misfits, natomiast przeciwko G2… nie mieli tyle szczęścia.

Szanse poszczególnych drużyn na Worldsy

Zdecydowanymi pretendentami do awansu na Worldsy są drużyny z górnej części drzewka. Rogue, Misfits, G2 oraz MAD Lions to zespoły, które kryją między sobą dwóch zwycięzców  pierwszej rundy, a co za tym idzie reprezentantów naszego regionu podczas Mistrzostw Świata. Dobrze, ale co z pozostałymi drużynami? Ekipy z piątego i szóstego miejsca, czyli Fnatic i Vitality rozpoczną swoje zmagania od najniższego szczebla bracketu przegranych.

Drzewko przegranych rozgrywane jest w formacie starych finałów regionalnych, czyli King of the Hill. To stawia w niekorzystnej pozycji Fnatic i Vitality, ponieważ aby awansować do finału potrzebują… aż czterech wygranych serii BO5. Lepiej jest jeśli mowa o awansie na Mistrzostwa Świata. Do tego potrzebują ich jedynie trzy. Z uwagi, że przegrany półfinału w górnym drzewku ląduje w półfinale drzewka przegranych już awans do właśnie tego etapu finałów daje wyjazd na Worldsy.

No dobrze, ale przeciwko komu stanie zwycięzca meczu Fnatic vs. Vitality? Kolejne schody formatu KotH będą uzupełniać drużyny, które przegrały swoje pojedynki w górnej części tabeli. Na niższy schodek trafi gorszy z pary drużyny z drugim miejscem. Oznacza to, że znajdzie się tu MAD Lions lub G2! Jedną pozycję wyżej wyląduje Rogue albo Misfits.

Czy taki format oznacza, że Fnatic oraz Vitality nie mają szans na awans? Absolutnie nie. Każda z tych drużyn nadal ma pełne szanse na reprezentowanie LEC podczas tej międzynarodowej imprezy, jednak z pewnością zmęczenie po 3 seriach będzie dawało się zawodnikom we znaki zdecydowanie bardziej niż rozegranie jedynie jednej lub dwóch BO5.

Gdzie oglądać play-offy LEC Summer Split 2021?

Play-offy LEC Summer Split 2021 możesz oglądać zarówno po polsku, jak i po angielsku. W zależności od tego, jaki język lub komentatorów preferujesz, możesz wybierać w kanałach. Transmisja anglojęzyczna będzie dostępna na Twitch.tv oraz na kanale YouTube LEC. Z kolei po polsku obejrzysz to na kanałach Polsat Games (telewizja, Twitch.tv lub YT).

Jeżeli dotrwałeś do samego końca, to chcielibyśmy Cię zaprosić do pozostałych tekstów, które w trakcie play-offów lub po nich pojawią się na stronie. Publikację przygotowała redakcja MGA: Tomek Marek, Maciek Paszkiewicz, Łukasz Mączyński i Marcin Ott.