G2 Esports jednak nie potrafi w Valoranta?

Valorant VCT
Fot. Riot Games

G2 może uznać rok 2020 za udany jeżeli chodzi o Valoranta. Wiele sukcesów i stabilny skład, jednak wraz z pierwszą zmianą coś się posypało.

Na początku było G2

Gdy 16 czerwca stało się jasne, że do składu G2 Esports w Valoranta dołącza Oskar „mixwell” Cannelas Colocho wielu kibiców spodziewało się, że będzie to dobry rok dla organizacji. Scena dopiero była w powijakach, ale tak duża marka dała jej mocnego kopa do rozwoju. Osiem dni później do zespół dołączył Patryk „paTiTek” Fabrowski, a tuż za nim przyszedł też Jacob „pyth” Mourujarvi. W lipcu formacje uzupełnili Ardis „ardiis” Svarenieks oraz David „Davidp” Prins. Wtedy też stało się jasne, że G2 ma naprawdę mocną piątkę zawodników i zwojuje europejską scenę. Mówiło się potencjalnie, że to może być najsilniejsza drużyna na świecie, ale ze względu na COVID-19 trudno było mówić o zmierzeniu się z innymi regionami.

Dlatego G2 Esports wygrywało turnieje na Starym Kontynencie i to praktycznie wszystkie jak leci. Sięgnęło po triumf w kolejno: Vitality European Open, WePlay! Invitational, BLAST Twitch Invitational i chociażby LVL Clash 2. W między czasie były też pomniejsze rozgrywki, również wygrane przez G2. Jednak w grudniu przyszła pierwsza porażka – G2 zostało pokonane w First Strike Europe przez Team Heretics. Nie ukrywajmy, że było to spore zaskoczenie, a ewentualne zwycięstwo w turnieju utwierdziłoby wszystkich w ich dominacji. A tak przed przerwą zimową mieliśmy kilka znaków zapytania.

Obserwując grę G2 Esports do tego momentu w ich historii wyciągnąłem proste wnioski: to zespół, który może zdominować nawet ogólnoświatową scenę tak, jak w League of Legends zrobiło to SKT T1. Dobrze ograne picki, przygotowane schematy i przede wszystkim świetna forma u mixwella oraz dobre występy paTiTka. Jedynym problemem, już od samego początku, był pyth, ale do niego jeszcze wrócimy.

Pierwsza zmiana w składzie

Po First Strike Europe ktoś w G2 stwierdził, że to jednak czas na zmiany. Tą decyzję trudno kwestionować, bowiem faktycznie G2 Esports zaczęło grać gorzej. Jednak sposób w jej przeprowadzeniu już tak. O ile faktycznie trudno było pozyskać aż dwóch klasowych zawodników, tak zamiast odstawiać od razu Davidp, można było zamienić pytha. Jednak to Belg został „odstrzelony”, a w jego miejsce przyszedł Aleksander „zeek” Zygmunt. To był pierwszy moment, gdy G2 pokazało, że jednak nie potrafi w Valoranta.

Tylko nie zrozumcie mnie źle – zeek to świetny strzelec, w dodatku bezkonfliktowy i potrafiący w miarę możliwości się dopasować do drużyny. G2 popełniło błąd, bo nie poleciał Szwed, a sam zespół nie wiedział, w jaką stronę chce iść.

Brak kwalifikacji do VCT Masters i kolejne zmiany

Trzynaście dni po tym, jak zeek dołączył do G2 Esports, drużyna podniosła pierwsze i jak na razie ostatnie, trofeum w tym roku. G2 okazało się najlepsze podczas Red Bull Home Ground. W finale pokonało Team Liquid 3:2 i wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Jednak później przyszedł brak kwalifikacji do VCT Masters i zaczęły się pierwsze zgrzyty. Gołym okiem było widać, że zeek dusi się w tej drużynie, a sama organizacja nie do końca wie, jak go dobrze wykorzystać.

W kwietniu polski strzelec został przesunięty na ławkę, a jego miejsce zajął Oscar „ozzy” Scott jako stand-in. Trzeba to powiedzieć wprost: Polak wyszedł na tym dobrze, ale G2 straciło bardzo wartościowego zawodnika. A najgorsze jest to, że nie wyciągnęło żadnych wniosków. Po tym jak pozbyło się rodaka nie potrafiło się odnaleźć, przegrało kolejne spotkania i to w fatalnym stylu, a w efekcie pożegnało także ardiisa i paTiTka (wcześniej też ozziego).

W ich miejsce przyszło trzech utalentowanych zawodników, którym akurat umiejętności nie można odmówić. Tylko że organizacja Ocelota po raz kolejny pokazała, że nie potrafi w Valoranta – bo zamiast pozbyć się Szweda, to wymieniła Polaka i Łotysza.

Pyth (już nie) ostoją G2

G2 mogło postawić na budowanie składu wokół mixwella i paTiTka. Być może byłoby nawet w stanie umieścić w tym zestawieniu zeeka, gdyby tylko chciało odblokować jego pełny potencjał. Przed zawodnikami teraz ważne mecze i turnieje, gdzie do wygrania jest wyjazd na pierwsze mistrzostwa świata w Valoranta. A G2 Esports zamiast uzbroić się w poważnych zawodników, to znowu postawiło na słabą kartę i jest duża szansa, że nic z tego nie wyjdzie. W tej organizacji nie wiedzą do końca, jak chcą budować skład w strzelankę Riot Games.

Postronne osoby mogłyby uznać więc, że źle się stało dla zeeka i paTiTka, ale wcale tak nie jest. Trafili do dobrych zespołów, które mogą spokojnie powalczyć o TOP 3 w Europie. Co prawda nie będzie to proste zadanie, ale w zasięgu obu ekip. Zygmunt dostał się bowiem do Acend, a Fabrowski od teraz będzie bronił barw Team Heretics.

W momencie pisania tego tekstu w G2 jeszcze znajdował się pyth, ale teraz wiemy, że został odsunięty od składu, a mixwella przesunięto do grania Sentinelami. No cóż, lepiej późno niż wcale, ale okienko transferowe jest prawie domknięte. Organizacja Ocelote’a ma więc ograniczone pole do manewru. Z tego co udało się dowiedzieć czołowym dziennikarzom, testowani byli sched, Musashi i keloqz. Pierwszy z nich zdążył już domknąć sześcioosobowy skład w FPX. Pozostało więc coraz mniej zawodników na rynku.

G2 ma coraz mniej czasu i zamiast wyrzucić pytha jeszcze przed posadzeniem na ławkę zeeka, to zdecydowało się na to dopiero teraz. To, że zrobili to tak późno tylko potwierdza brak kompetencji i absurdy, jakie się dzieją w sekcji Valoranta G2 Esports. Dla porównania, nie można tego np. powiedzieć o League of Legends, o czym pisałem w swoim felietonie.

A odpowiedź na pytanie postawione w tytule brzmi: „tak”. Wybory G2 jednoznacznie na to wskazują i prawdopodobnie nic się nie zmieni w tej kwestii w najbliższym czasie. Bo gdy wydaje mi się, że gorzej już być nie może, to G2 Esports znowu pokazuje, że jednak się da.