VCT: za nami hitowe mecze w Valorant Champions Tour!

valorant press kit
Fot. Riot Games

We wtorek na serwerach VCT w Islandii zmierzyli się ze sobą zawodnicy Sentinels i fnatic, a także Team Liquid oraz Version1.

Historia rywalizacji pomiędzy Europą, a Ameryką nie mogła się zacząć w inny sposób… niż szalone BO3 z udziałem najlepszych zawodników na świecie. Co nas zaskoczyło, dlaczego Liquid wyglądało jak dzieci we mgle i czy Sentinels to już TOP1?

Europa vs. Ameryka: część 1

Relacja z meczu Team Liquid vs. Version1 mogłaby się zacząć, jak intro do Gwiezdnych Wojen. Starcie pomiędzy tymi ekipami było niesamowicie emocjonujące, a dwie pierwsze mapy zostały rozstrzygnięte na styk. Co więcej, na Splicie zobaczyliśmy aż trzy dogrywki, ale ostatecznie to Scream i spółka byli górą. Belgijski strzelec, który grał Sage oraz Phoenixem wykręcił łącznie rating na poziomie 1.15 i wyeliminował aż 61 rywali. Co więcej, pokazał wielką klasę, ale w kluczowych momentach go zabrakło. W przeciwieństwie do Zellsisa i penniego. Ci dwaj strzelcy dawali ważne fragi w najważniejszych rundach, przez co Version 1 mogło zgarnąć Ascent, a później Haven.

Wnioski, jakie można wyciągnąć po tym spotkaniu? Team Liquid na VCT Masters na razie ani trochę nie przypomina drużyny, którą było w europejskich finałach. ScreaM zagrał na swoim wysokim poziomie, ale brakowało ważnych trafień od Jamppiego i soulcasa. Jeżeli chodzi o czysto strzeleckie umiejętności, to gracze z Europy są zdecydowanie lepsi, ale przygotowaniem taktycznym i podejściem do spotkania Ameryka wygrała.

Europa vs. Ameryka: część 2

Wtorkowego wieczoru byliśmy świadkami nie jednego, a aż dwóch meczów pomiędzy Europą, a Ameryką. Zapewne to też nie ostatnia „część” tej rywalizacji podczas VCT Masters Reykjavik. Gracze fnatic zmierzyli się z Sentinels i pomimo tego, że przegrali 0:2, to wypadli o wiele lepiej od Liquid. Przede wszystkim dlatego, że TenZ oraz spółka są lepsi od oponentów, a do tego FNC było groźne na obu mapach. Na pierwszej uległo zaledwie 11:13. Gdyby nie szalone rundy z początku meczu… to być może to Mistic i spółka cieszyliby się z wygrania Iceboxa. Force za force to nie są rzeczy, do których przywykliśmy na dobre.

Świetne starcie zagrali TenZ i ShahZaM. Amerykańsko-kanadyjski duet siał spustoszenie, a obaj gracze wykręcili rating na poziomie odpowiednio 1.49 oraz 1.32. Co więcej, pierwszy z nich zdobywał nie tylko eco fragi, ale także kluczowe trafienia w ważnych rundach. Po drugiej stronie nie było takich indywidualności, ale za to fnatic nadrabiało zgraniem, team compem i pomysłem na spotkanie. Wynik wcale nie oddaje tego, jak przebiegała rywalizacja.

Europa jeszcze nie zginęła

Amerykańskie drużyny dzięki wtorkowym wygranym meczom znalazły się już w półfinale górnej części drabinki. A co z fnatic i Team Liquid? Europejskie gwiazdy spadły do loser bracketu, ale z niego też mogą awansować do wielkiego finału i odpłacić się rywalom zza oceanu. Przed Liquid i fnatic jednak dwukrotnie dłuższa droga, bowiem żeby zagrać w najważniejszym spotkaniu turnieju, muszą wygrać aż cztery spotkania, zamiast dwóch. A przede wszystkim obudzić się ze snu zimowego, bo forma Liquid była przeciętna…