Oglądalność LEC bije rekordy, a LCS ciągle w dołku…

lol lec studio
Fot. Michał Konkol / Riot Games

Oglądalność LEC od zawsze mogła szczycić się lepszym wynikiem niż rozgrywki LCS za oceanem. W tym roku jednak różnica ta jest większa niż kiedykolwiek!

Od niemal początków profesjonalnej sceny League of Legends pomiędzy zawodnikami i kibicami LEC oraz LCS panuje zacięta rywalizacja. Tematem sporów są lepsze warunki rozgrywania spotkań, poziom umiejętności zawodników, prowadzona transmisja, osiągnięcia na arenie międzynarodowej czy… ilość zawodników z innych regionów w drużynach. Statystyki oglądalności nie są tematem tej debaty – to jest fakt.

Nikt nie ogląda LCS

Większa oglądalność League of Legends w Europie była niezaprzeczalnym faktem od lat. Zgodnie ze statystykami udostępnianymi przez Esports Charts średnia widzów w regionie G2 Esports oraz Fnatic wynosi niecałe 300 tysięcy. Na uwagę zasługuje najwyższa zanotowana liczba jednoczesnych widzów, mowa tutaj o 582 tysiącach oglądających!

Wyniki generowane przez LCS, w porównaniu z tym jak wygląda oglądalność LEC są naprawdę marne. Przeciętna liczba oglądających na poziomie 142 tysięcy nie przekracza nawet połowy wyniku, jaki generuje Europejska scena. Podobnie wygląda najwyższa ilość widzów jednocześnie, czyli 241 tysięcy. Jest to ponad pięćdziesiąt tysięcy mniej niż w przypadku średniej oglądalności Europy. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na to, że w sporej mierze Europa swój sukces zawdzięcza organizacji G2 Esports. Wszystkie pięć najczęściej oglądanych spotkań tego sezonu odbyło się z udziałem ekipy Capsa.

Kolejny rok, a w Ameryce te same wyniki

Wyniki tej statystyki nikogo już nie zaskakują, dlatego że Ameryka przyzwyczaiła nas do nich od lat. Porównując dane z wiosennego sezonu 2020 bezsprzecznie widzimy ich powtarzalność. Mimo to, w latach ubiegłych ta różnica nie była aż tak drastyczna, jak ma to miejsce w tym roku. Średnia oglądalność LCS w spring splicie zeszłego roku wyniosła jedynie 175 tysięcy. LEC osiągnęło wynik lepszy o prawie 50 tysięcy, co niewątpliwie nie jest olbrzymią różnicą.

Jakie są tego powody?

Szukając przyczyny niepowodzenia oglądalności LCS w tym roku prawdopodobnie możemy wskazać dwa główne źródła.

Pierwszym z nich są godziny rozgrywania spotkań. Mimo, że NA vs. EU to odwieczna walka, kibice obydwu stron oglądają mecze tych drugich regularnie. Dowód na to mamy nie raz obserwując czat transmisji. Fani z Europy chętnie oglądają spotkania swoich ulubieńców, którzy wybrali emeryturę za oceanem, a widzowie z Ameryki poszukują swoich przyszłych importów. W czym problem? Wspomniane godziny spotkań. Dla fana z Ameryki licząc wg czasu pacyficznego rozgrywki LEC zaczynają się około godziny 8:00, a ostatni mecz powinien się rozpocząć około godziny 13:00. W podobnych godzinach Europa może oglądać rozgrywki chińskiego LPL czy koreańskiego LCK.

Zdecydowanie gorzej wygląda to w przypadku, gdy fani G2 Esports chcą oglądać poczynania Perkza w NA. Rozgrywki tam trwają od soboty do poniedziałku i rozpoczynają się najwcześniej o godzinie 22:00, ale tylko w sobotę. Najpóźniej rozpoczynającym się spotkaniem jest ostatni mecz pierwszego dnia rozgrywek w danym tygodniu – ten rozpoczyna się w nocy z piątku na sobotę o godzinie 4:00. Nawet dla najbardziej zagorzałych fanów League of Legends i Amerykańskiej sceny takie godziny są raczej mało komfortowe i wiele osób woli po prostu o poranku sprawdzić wyniki i zobaczyć jedynie najciekawsze momenty spotkań.

Nie ma komu kibicować?

Drugim powodem takich wyników może być kondycja sceny, drużyn oraz zawodnicy którzy te drużyny reprezentują. Społeczność widzi tutaj kilka argumentów, a ja postaram się przytoczyć te najważniejsze i najczęściej powracające.

Nikt nie chce oglądać ukochanej drużyny w słabej formie. Widzowie są spragnieni zwycięstw ich ulubionych drużyn. Tymczasem trwa kolejny sezon w którym TSM, Team Liquid oraz inni faworyci ligi zawodzą i plasują się w środkowej części tabeli.

Nie ukrywajmy, że wielu z nas kibicuje danym drużynom wyłącznie ze względu na jednego z zawodników reprezentujących organizację. Tym sposobem G2 Esports zyskało cały fanbase z naszego kraju po pozyskaniu Jankosa z H2K. Podobnie jest w NA, a mamy za sobą okienko transferowe, w którym Amerykańska scena utraciła wielu wieloletnich zawodników, jakimi byli np. DoubleLift, Bjergsen czy Broken Blade.

Gdy mowa o samych zawodnikach należy tutaj wrócić do tematu importowania zawodników z pozostałych regionów. I nie mówię tutaj o legalnej obecności zawodników z oceanii czy zawodnikach, którzy zostali rezydentami regionu. Mowa tutaj o narodowości, pochodzeniu i możliwości kibicowania “swoim”, z którymi utożsamiamy się regionalnie patrząc na zawodnika jak na chłopaka z sąsiedztwa. W tym momencie w 10 drużynach grających w LCS jedynie 23 na 51 zawodników pochodzi z krajów regionu NA. To niecałe 50% wszystkich grających.

Podobnych argumentów na portalach i mediach społecznościowych przewija się mnóstwo i nie sposób wszystkich przytoczyć. Jedno jest pewne – oglądalność LCS nie stoi obecnie na najwyższym poziomie.

Obecna sytuacja w LEC oraz LCS

W Ameryce pierwsze miejsce w tabeli zgodnie z oczekiwaniami zajmuje nowy dom Perkza – Cloud9. Zaraz za nimi z wynikiem 6-3 znajdują się aż trzy drużyny: 100 Thieves, Dignitas oraz TSM. W sobotę o godzinie 23:00 będziemy mogli zobaczyć spotkanie C9 vs. 100T, gdzie Ci drudzy podejmą próbę ataku pierwszego miejsca w lidze.

Na naszym kontynencie natomiast nadal dominują G2 Esports oraz Rogue z wynikiem ex aequo 9-2 na pierwszym miejscu. Za nimi MAD Lions, SK gaming i Fnatic. Ci ostatni przykuwają tutaj naszą uwagę najbardziej ponieważ już w sobotę zmierzą się oni w pojedynku z Jankosem i jego ekipą. Szykuje się kolejny rekord oglądalności?!