Dzikie regiony zaskoczą? Ranking play-inów Worldsów!

Fot. Unicorns Of Love / Twitter
Fot. Unicorns Of Love / Twitter

W trzy letniej historii podziału worldsów na fazę play-in i główną, wśród dzikich regionów tylko Fenerbahce weszło do top16. Czy tym razem będzie inaczej?

Tak zwanych dzikich, czy też play-in regionów oglądałem bardzo mało. Także chciałbym ocenić szanse tych drużyn z perspektywy poprzednich wyników farmacji, poczynań w całym roku, a także poszczególnych zawodników w zespołach. Uważam, że w tym roku jest parę takich drużyn, które mogłyby awansować do głównej fazy. Zwłaszcza w tym roku, ponieważ brakuje silnych ekip z Wietnamu. Należy jednak pamiętać, że jeśli trafią do grupy z LGD Gaming oraz MAD lions to będzie bardzo ciężko.

1 miejsce: Unicorns Of Love (LCL)

Znana chyba każdemu fanowi esportowego League of Legends organizacja, w tym roku jest bardzo mocna. BOSS, AHaHaCiK, Nomanz, Gadget i Santas już rok wcześniej, w barwach Vegi Squadron odnosili spore sukcesy. Wygrali split w Rosji, a potem byli o jedną mapę od dostania się do czołowej szóstki MSI 2019. Latem ta piątka podzieliła się na dwa składy, dolna aleja została w VEG, a reszta poszła do UOL. Na worldsach pojawiły się właśnie Jednorożce i zabrakło im jednej mapy do awansu do głównej imprezy.

W 2020 wyżej wymieniona piątka graczy znowu się zeszła, ale tym razem właśnie w Unicorns Of Loves, trenowanym przez Sheepy’iego. Teraz jednak wyglądają jeszcze silniej, ponieważ wygrali w LCL 39 map, a przegrali tylko trzy. Od początku pokazują kompletną dominację, która wynika z ich zgrania drużynowego, ale i umiejętności indywidualnych. Graczy takich, jak Nomanz i AHaHaCiK przemierza się nawet do LEC, a przynajmniej do czołówki EUM. Moim zdaniem słusznie, gdyż Rosja tak silnej ekipy (poza Moscow Five) jeszcze nie miała. Teraz albo nigdy, szansa na czołową 16 jest bardzo duża.

Zobacz też:   LCL: UoL ponownie jedzie na Mistrzostwa Świata!

2 miejsce: Papara Supermassive (TCL)

Turcja zawsze była liczącym się regionem. Zwłaszcza w latach 2016-2017, gdyż tak jak wyżej wspomniałem, wtedy Fenerbahce weszło do top16 mistrzostwa świata. Za to rok wcześniej, właśnie Supermassive pod dowództwem Hatchiego zagościło w czołowej szóstce MSI, gdzie wygrali jedną mapę na CLG. Jednak później też spisywali się całkiem nieźle, poza 2019, który był dla nich najsłabszym rokiem.

W tym roku Papara Supermassive dość niespodziewanie wywalczyło awans, ponieważ wiosną zaliczyli porażkę. Natomiast latem w fazie zasadniczej radzili sobie średnio, ale w playoffach poszli po swoje. Ich skład dopełniają znani na tej scenie zawodnicy, z doświadczeniem na turniejach międzynarodowych. Armut, KaKAO, Bolulu, Zeinot, SnowFlaker to solidna półka i z pewnością będą walczyć o awans na główny turniej mistrzostw świata.

3 miejsce: Legacy Esports (OPL)

Na początku tego roku drużyna Legacy Esports ogłosiła zmianę logo, dalej zostało drzewko na środku, ale już nie wyglądało, jak narysowane na kartce. Poza logiem doszło również do zmiany całej piątki graczy, gdyż LGC miało za sobą najgorsze dwa splity w historii. Dołączyli: Tapoon, Babip, Tally, Raes i Isles, czyli poza wspierającym, gracze z dużym bagażem doświadczeń na tamtejszej scenie. Najbardziej błyszczała postać junglera, gdyż ten grał na poprzednich worldsach, a te były najlepsze w historii tego regionu.

Lata 2017, 2018 dla Australijskiego regionu nie były najlepsze, Dire Wolves potrafiło ugrać na mistrzostwach tylko jedną mapę. Natomiast w 2019 MAMMOTH wygrało dwie, w dodatku w grupie śmierci, obie przeciwko UOL. Także ekipom OPL zawsze udawało się coś wygrać na arenie międzynarodowej, ale teraz widać formę zwyżkową. Za to w 2020 Legacy Esports naprawdę zdominowało tę ligę, wiosną mieli bilans map 24-5, a latem 23-6. Uważam, że tym razem ugrają trochę więcej i być może pogrożą w walce o główną imprezę, ale oczywiście do najlepszych troszkę im brakuje.

Miejsca 4-6

4. INTZ – O tej drużynie mówi się, że ma przynieść chwałę Brazylijskiej scenie. W końcu ta organizacja pokonała w 2016 roku Edward Gaming. Tylko wydaje mi się, że jest to podsycone sporym gronem fanów tego regionu, którzy niecierpliwie czekają na sukcesy. Skład: Tay, Shini, Envy, micaO, RedBert z pewnością zagrał najlepiej, jak mógł i niespodziewanie osiągnął sukces w swoim regionie. Tylko pamiętajmy, że to debiutanci i na scenie międzynarodowej może im trochę zabraknąć, by stanowić zagrożenie dla najlepszych.

5. V3 Esports – Ile to razy mówiło się, że Japonia w końcu zaskoczy? Wiele, lecz gdy było najbliżej, to grali najwolniejszego lola na świecie i to nie zadziałało. V3 ma doświadczony skład (Paz, Bugi, Ace, Archer, Raina), ale nie wygrało ligi stompem, tylko po zaciętych bojach. W dodatku w lidze Japońskiej w tym roku widzieliśmy bardzo mało comebacków, tutaj początkowa faza gry ma olbrzymie znaczenie. Także, jak trafią na agresywnych rywali, to mogą sobie nie poradzić.

6. Rainbow7 – Regionowi Latyno-Amerykańskiemu zawsze kibicowałem i od 2017 roku przepowiadałem, że to będzie ich rok. Co prawda, rzeczywiście w 2017 szło im całkiem nieźle i potrafili zaskakiwać, ale do głównych faz to było za mało. 2018 zaś okazał się klapą, a 2019 był całkiem niezłą odbudową. Zwykle jednak reprezentowali ich albo Kaos Latin Gamers (często z Seereesem na analizie), albo słynne zespoły Seyi, czyli Lyon Gaming i Isurus. Tym razem jest to jednak zespół debiutantów (Acce, Josedeodo, Aloned, Leza, Shadow), który przebojowo uzyskał awans na mistrzostwa. Dlatego wątpię, że uda im się powalczyć o najwyższe laury, aczkolwiek z Japonią, Australią i Brazylią mogą porywalizować.

Warto też wspomnieć o tym, że już jutro rozpocznie się losowanie grup na worldsy. Po tym przybliżą nam się jeszcze bardziej szanse poszczególnych zespołów na awans.