Oh My God! Curse i spółka w gazie!

Fot. Riot Games
Fot. Riot Games

Oh My God jest drużyną wyjątkową. Nie dość, że nie wymienili żadnego zawodnika po wiosennym splicie, to mają skład złożony z samych Chińczyków.

Weterani LPL

Kolejnym aspektem wyróżniającym ten skład jest to, że ich dwóch zawodników gra w nim od 2015 roku. Środkowy OMG — icon zaczynał swoją karierę w tym zespole, a teraz będzie grał już 10 split. Wspierający Cold, wcześniej znany pod pseudonimami Five oraz Amazing podobnie rozpoczynał, jednak najpierw grał w Akademii tej ekipy. Obaj niestety nie mają zbyt wielu sukcesów na swoim koncie, a OMG nigdy nie walczyło o najwyższe laury. Najlepiej szło im w 2017 roku, ponieważ zajęli czwarte oraz piąte miejsce w LPL i wygrali Rift Rivals. W tamtym składzie grał także strzelec Smlz, który w tym roku powrócił do Oh My God. Śmiało, można stwierdzić, że korzeń drużyny jest zbudowany na zawodnikach, którzy znają siebie na wylot.

Poza tą trójką w składzie na sezon 2020 znalazł się także grający na górnej alei Curse, który wcześniej zagrał już jeden split w OMG. Co ciekawe on także jest wychowankiem akademii, z którą zajmował miejsca w czołówce drugiej ligi. Wszystko zaś dopełnił H4cker, wcześniej grający ponad dwa lata w Suning, gdzie przez rok towarzyszył mu Smlz. Oh my God jak z resztą bardzo wiele drużyn, skończyło split z bilansem 7-9, ale walczyli o awans do fazy pucharowej do samego końca.

Dobre złego początki

Pierwsze mecze letniego splitu nie były dla Oh My God najlepsze, ponieważ przegrali aż cztery mecze z rzędu. Nie grali jednak na słabe zespoły, albowiem na początku ulegli Royal Never Give Up, które wygląda solidnie oraz Victory Five, będącym wielkim zaskoczeniem tego splitu. Następnie nie poradzili sobie także z Edward Gaming i TOP Esports. Jednak na tych drugich dali radę ugrać jedną mapę, co było małym sukcesem oraz przebudzeniem. Niedługo po tym wygrali swoje pierwsze spotkanie z Dominus Esports i tak zaczęła się ich seria zwycięstw.

OMG kontra LNG

Ten mecz był prawdziwym wyzwaniem, ponieważ ich przeciwnicy kilkanaście dni wcześniej pokonali między innymi FunPlus Phoenix. Na pierwszej mapie od początku przeważało LNG Esports. W złocie co prawda nie mieli wielkiej przewagi, ale brali główne obiekty i już w 23 minucie zgarnęli duszę smoka oceanicznego. Losy rozgrywki odwróciły się na korzyść Oh My God po fatalnym błędzie rywali. Tamci, zamiast się rozdzielić i powoli pchać wszystkie linie z pomocą barona, poszli razem środkową aleją. Zostali za to ukarani, a OMG wygrało walkę drużynową pod swoją wieżą, a następnie zgarnęło starszego smoka. Wraz z tą walką rozkręciła się Kayle i Ezreal i to przyczyniło się do wygrania całej gry przez ekipę Smlz.

Bohaterem drugiej gry był operujący Fiorą Curse, ponieważ genialnie ogrywał przeciwników swoimi umiejętnościami mechanicznymi. Rozgrywka nie była jednak jednostronna, a na mapie działo się bardzo dużo, o czym mówi 18 zabójstw w 24 minuty. Najbardziej rozgrywka przesunęła się na konto Oh My God po wzięciu barona, gdy przeciwnik nie miał wizji w jego jamie. Wszystko zakończyło się akcją przy smoku, w której główną rolę odegrał toplaner OMG, zdobywając potrójne zabójstwo.

Oh My God kontra Rogue Warriors

Pierwsza gra tego starcia od początku wyglądała genialnie dla Oh My God. Zwłaszcza za sprawą świetnych wspólnych rotacji icona grającego Rumblem oraz H4ckera operującego Lee Sinem. W 15 minucie przeciwny toplaner miał statystyki 0/5/1, ponieważ albo trójka graczy OMG zabijała go pod jego wieżą, albo Curse eliminował go w solowej potyczce. Jednostronne starcie zakończyło się w 30 minucie, a jakbym miał wybrać najlepszego gracza mapy, to byłby to icon lub H4cker.

W drugiej odsłonie tego spotkania RW zdecydowało się na wybór strony niebieskiej. Był to dobry wybór, ponieważ ta mapa była dużo równiejsza, a nawet lekko przeważało Rogue. W Oh My God najgorzej spisali się H4cker oraz ponownie dolna alejka, za to najlepszy był Curse i icon. Starcie zakończyło się w 35 minucie po genialnych walkach drużynowych w wykonaniu toplanera Rogue Warriors, grającego Wukongiem.

Co ciekawe na decydującej mapie OMG wybrało czerwoną stronę, mimo iż chwilę wcześniej na niej przegrali. Tym razem również sporo się działo, szybkie tempo gry powodowało wiele wymian. Niesamowitym wydarzeniem, o którym trzeba wspomnieć, było solowe zabójstwo w wykonaniu Curse grającego Fiorą. Smaku dodaje fakt, że była to czwarta mapa z rzędu, kiedy toplaner Oh My God zdołał solowo wyeliminować przeciwnika na górnej alejce. Największy wpływ na spotkanie miały starcia na środkowej alei, w których główne role zagrali Curse oraz icon. Zwłaszcza ten drugi, ponieważ w ostatniej walce drużynowej świetnie wykajtował przeciwników, po czym ich wyeliminował i zniszczył nexus.

Co dalej z Oh My God?

Podczas ostatnich meczów OMG udowodniło, że potrafi grać w League Of Legends. Należy jednak pamiętać, że grali z rywalami z dolnej części tabeli, jednak na te też trzeba umieć wygrywać. Uważam, że problemem OMG jest ich mierny strzelec i wspierający, nie radzą sobie oni za dobrze. Za to fenomenalnie grają Curse oraz icon i to oni zwykle są bohaterami zwycięskich gier.

W następnych spotkaniach Oh My God podejmie Bilibili Gaming oraz LGD Gaming. Ten pierwszy mecz odbędzie się w piątek o 11:00 i myślę, że ekipa colda powinna go wygrać. Drugi pojedynek będzie dużo cięższy i to właśnie on zweryfikuje poziom umiejętności OMG, a rozpocznie się w niedzielę o 11:00.